poniedziałek, 11 lutego 2013

"From now on, everyday is a struggle"

"I could tell You why she is crying, or what she is feeling, but better ask her, she's feeling this way everyday."

Zastanawiam się od czego zacząć. Początki są trudne, mogłabym na początek rozluźnić atmosferę jakimś żartem, ale wcale nie jest mi w tej chwili do śmiechu.
Dziewczyna o której wam teraz opowiem przeżywa niewiarygodny ból, ale nie przeciągajmy, So let's start!

Każdy z was przeżyje lub może już przeżył swoją pierwszą, wielką miłość i życzę każdemu z osobna by nie zakończyła się w tragiczny sposób, a tym bardziej by nie była czymś toksycznym, czegoś takiego najtrudniej się pozbyć.
Dzisiejszego ranka wstała czując się piękną 16-latką, chwilę później jednak oprzytomniała i wspomnienia poprzedniego wieczoru wróciły. Rozmowa na internecie nie dotyka człowieka, powiadacie? Obyście się nie przekonali jak ogromne znaczenie mogą posiadać dwa słowa napisane zupełnie przypadkowo. 
Jeden, zwykły dzień, dłużył się w nieskończoność.
Niedługa rozmowa z mamą, potem już spokój, kiedy rodzicielka wybyła do pracy. Dziewczyna czuła się o dziwo dobrze. Nie miała większych chęci na płakanie, czy też jakiekolwiek użalanie się nad sobą. 
Znacie to uczucie kiedy niecierpliwie czegoś wyczekujecie, nie wiedząc tak na prawdę na co czekacie? Tak, wiem, wkurzające uczucie. Nasza dzisiejsza bohaterka właśnie tak się czuła. Mimo wszystko lekceważyła to i starała się normalnie funkcjonować. Telewizor, komputer, naleśniki z dżemem brzoskwiniowym, do tego cola. Czego chcieć więcej do szczęścia w wolny od wszelkich zajęć dzień? Jednak czegoś tam brakowało.
Koło godziny 16 rozległ się dzwonek do drzwi. Dwóch "znajomych" postanowiło z nią porozmawiać. Dziewczyna wpuściła ich do domu, a kiedy  tylko ich zobaczyła poczuła się jakby ktoś właśnie skopał ją w żołądek. To ból taki, który DOSŁOWNIE palił od wewnątrz. Zuzia (bo tak ma na imię nasza bohaterka) chwilę się wygłupiała ze znajomymi, na co nie miała ani trochę ochoty, ale nie chciała psuć wesołej atmosfery. Chwilę później jednak przypomniała sobie, że chłopcy weszli pod pretekstem rozmowy z jednym z nich. Więc upomniała ich o tym i natychmiast zabrała Mateusza (tak nazywa się kolega z którym miała być przeprowadzona owa rozmowa) do innego pokoju, by mieć już to wszystko za sobą. Zuzia żywiła do niego dużo, nie zrozumiane przez nią uczucie, nie umiała wyjaśnić co działo się wewnątrz niej, nawet wtedy kiedy po prostu na nią spojrzał. Sama nie wiedziała czy to miłość, bala się tego słowa, bo kiedyś za często go używała, myliła się tyle razy, nie chciała powtórki z przeszłości. Dziewczyna rozmowała z chłopakiem dobre pół godziny, nie będę pisała co dokładnie się tam działo, bo nie ma czasu na przeciąganie tej historii.
Zuzia strasznie płakała podczas rozmowy z chłopakiem, nie potrafiła się uspokoić, każde słowo, nawet pocieszające przynosiło co raz więcej bólu, ale najbardziej niszczącym zdaniem było każde typu "Zostańmy przyjaciółmi" to takie typowe, przecież tyle razy o tym czytała na internecie, każdy tak robi, a potem się odsuwa, ale nie. Nie z nią te numery. Chlopak jednak przeczył, mówił, że on to mówi szczerze, że na prawdę chce być blisko niej, od zawsze była mu bliska, ale 3 raz kończą związek i to dla niego za dużo. W tamtej chwili nie myślała o niczym jak tylko o tym, że go nienawidzi. Tak bardzo chciała go przytulić, był w zasięgu ręki, a jednak nie mogła tego zrobić, czuła że nie powinna. Chęć spojrzenia na niego wydawała się w tamtym momencie tak daleka, nie chciała na niego patrzeć, bo wiedziała, że gdy spojrzy na ten swój mały świat, na wszystko co tak uwielbiała, znowu zacznie spadać, znowu się pogrążył. Nie chciała już nawet go słuchać. Chciała zamknąć uszy na cały świat, jednak mimo chęci chłopak był słyszalny bardziej niż kiedykolwiek. Wcale nie krzyczał, mówił normalnie, spokojnie, jak zazwyczaj, jednak kazde jego słowo było tak głośne, trafiało do jej głowy i odbijało się echem. Wszystko ją bolało. Każdy mięsień. Najgorzej było kiedy jej ocierał łzy, kiedy ją dotykał. Sam pewnie też nie wiedział czy powinen. Czuła bijącą od niego obojętność. Chciała krzyczeć, uderzyć go,  powiedzieć żeby wyszedł i nie wrócił.. Jednak inna część jej nagle stwierdziła, że go kocha, przecież sama tyle razy powtarzała, że nie wolno się poddawać. Czemu ona miała by to teraz zrobić? Skoro udziela tak świetnych rad, to może najwyższa pora by sama z nich skorzystała? Ale nie mogła. Znowu powróciła ta bezsilność z kilku miesięcy wcześniej, kiedy była sama, kiedy straciła kolejno 3 najlepsze przyjaciółki. Dwie nawet nie miały pojęcia że nimi są. Darzyła je szacunkiem, kilka pomyłek, wypowiedziane słowa w złości i to nawet nie kierowane do nich bezpośrednio.... i PUFF. Nie ma nic.
Nie chciała by widział jej łzy, nie chciała być płakać. Od jakiegoś czasu za wszelką cenę chciała udowodnić wszystkim że jednak jest silna, a zamiast tego plakała jeszcze bardziej.
Nie potrafiła sobie wyobrazić że serce może na prawde boleć, że można na prawde poczuć kiedy kogoś sie traci, że w takim momencie można sobie wyobrazić, jak ktoś wysuwa się spod uścisku, puszcza rękę i odchodzi... i zostawia ból.. i chłód.
Samotność jest straszna. Zawsze bała się być sama. Bała się samotności i ciemności. Arachnofobia na którą cierpiała była w niczym w porównaniu z samotnością. Już kiedyś przeciez była sama. Dwa razy w ciągu jednego roku czuła jak wszyscy po kolei się od niej odsuwają. Zawsze czuła się inna, czuła się wyrzutkiem, ale żeby aż tak?
Wyszli na dwór, spędziła z nimi półtorej godziny. Ale co jej po tym? Bolało ją to, że on czuł się świetnie, przynajmniej tak wyglądał, a ona ciągle roniła łzy. Mimo to, nie czuła się jeszcze najgorzej. Wiedziała, że jak wróci do domu to wszystko powróci na nowo. Na nowo będzie borykać się z tysiącami myśli. To tak boli. Tak bardzo bała się tej samotności któa czekała ją za progiem jej drzwi, ale najskoczniejsza, najweselsza piosenka będzie miała to drugie, smutne dno, to które przypomni jej o tej stracie.
Jeszcze nigdy nie było tak źle, NIGDY. A bywało na prawdę nie fajnie.
Nigdy nie myślała o tym by się zabić, zawsze myślała w ten zdrowy sposób, a jednak nadszedł ten dzień. Taki dzień, gdzie życzyła sobie jak najgorzeć, byleby tylko coś jej się stało.
Na pożegnanie chłopak ją przytulił. Przecież dziś jej obiecał, że będzie ją przytulać, będzie dla niej zawsze, praktycznie nic się nie zmieni, poza całowaniem, o którym już nie wspomniał. Sama chciała wejść na ten temat, ale co by miała powiedzieć? Wargi jej drżały, cała drżała, okropne uczucie. Mogłaby umrzeć, tak się czuła. Jakby ktoś jej odebrał serce, a przecież ono jest najważniejsze. Wracając do pożegnania. Znacie to, jedno z typu "4-ro sekundowych uścisków", chciała jak najszybciej zostać sama. Nie chciała wracać do tego domu, chciała płakać w samotności, z dala od domu i wszystkich ludzi.
W domu po raz kolejny dopadły ją myśli, że to może nie ta osoba? Może potrzebuje czego innego? Ale gdzie w tym małym mieście naleść kogoś takiego, do tego godnego siebie samej?
Koniec końców wydawało się odbiegające od rzeczywistości. To śmieszne że tak desperacko szukała pomocy w tak absurdalnych na ten moment pomysłach. Potrzebowała bliskości. JEGO albo czegoś zupełnie innego. Kogoś lub czegoś nowego. Albo Jego. Znowu to poczucie samotności. ZNOWU jest sama. A przecież miało być tak pięknie, już ułożyła sobie piękne plany. Razem rozmawiali o wakacjach. On już mówił, że będzie tęsknić, a ona już mówiła, żeby pojechał do pracy z nią, żeby jej nie zostawiał, bo ona nie wytrzyma.
Gdzie się podziało to wszystko? Gdzie to uczucie? Gdzie jest ta miłość którą obdarzał ją codziennie przez ten miesiąc... no właśnie, miesiąc. Jeden, cholernie długi miesiąc. Najszcześliwszy miesiąc z jej życia. Nie chciała by się kończył, chciała by się powtórzył. Całkiem spontaniczny. Tyle się przecież wydarzyło. Ale co najważniejsze: tak często się uśmiechała, tak bardzo była szczęśliwa... 
Jedna osoba potrafi tak wiele zmienić.

"Żałuję. Żałuję tego że jestem kim jestem, tego co zrobiłam, tego że się tutaj przeprowadziłam, że poznałam jedną dziewczynę która pokazała mi jak wygląda życie. Gdyby nie ona, nie byłabym teraz tak bezgranicznie zapatrzona w kogoś, kto już mnie więcej nie pokocha, w ogóle bym nie poznała tego chłopaka, nie "zakochiwałabym" się tyle razy ile się już zdążyłam zakochać i nie byłabym sama, tak samo jak jestem teraz. Nigdy nie miała jeszcze tak spuchniętych od płaczu oczu, nigdy tak bardzo nikogo nie pragnęłam, nigdy nie myślałam o samobójstwie, nigdy nie odcinałam się od ludzi tak bardzo, nigdy tak bardzo nie tęskniłam.
Jeszcze nie kochałam. Teraz KOCHAM i własnie to jest w tym wszystkim najgorsze.
It's okay, I hate myself too"

It's like You're screaming and no one can hear. You almost feel ashamed that someone can be that important that without them You feel like nothing. No one will ever understand how much it hurts. You feel hopeless, like nothing can save You. And when It's over and It's gone You almost wish You could have all the bad stuff back so You can have the good.


I can't make You love me, If You don't
You can't make Your heart feel something it won't
I'll close my eyes and then I won't see
The love You do not feel when You're holding me
Morning will come, and I'll do what's right
Just give me til then, to give up this fight
And I'll give up this fight.

2 komentarze:

  1. arachnofobia to strach przed pająkami. pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, pisząc to również miałam to na myśli, źle to odebrałeś. Również pozdrawiam :)

      Usuń