Cześ.
Dużo się działo, ale muszę napisać tu cokolwiek.
Mieliście może kiedyś taką przeogromną chęć podzielenia się z ludźmi swoim życiem? Niektórym przydałaby się taka przejażdżka jaką mi zafundowano. Nie chciałabym w sumie by wiele osób z mojego grona to widziało, a z drugiej strony nie chce pisać niczego w zeszycie, bo takie notatki to mogę przecież pisać na lekcjach, czasami trzeba coś takiego po prostu opublikować, wiedząc że nie wiele osób ujrzy takie wypociny. W sumie dużo tez nie napiszę, ale warto napisać chociaż dwa, cztery zdania, tak od serca, szczerze, od siebie.
Zacznijmy od tego, że czuje się mega, strasznie źle, ale staram się trzymać, bo przecież obiecałam.
Zastanawiam się jak to w ogóle się stało, że z tej 6-latki, kochanej córeczki tatusia, tej nieustraszonej, zazwyczaj grzecznej, odważnej, małej dziewczynki o wielkim sercu, stałam się zdesperowanym, obgadującym babskiem. A wszystko to zawdzięczam oczywiście nikomu innemu jak tylko sobie, zasłużyłam, ok, rozumiem, ale każdy popełnia błędy, nawet te największe, ludzie mówią dużo gorsze rzeczy, żyją chociaż nie powinni, nienawiść ludzka w tych czasach granic nie zna, ale za co? Za kilka słów? Na prawdę?! Potok słów niekiedy nic nie zmienia, nawet tych najmilszych, a takie konsekwencje przynoszą dawno zagrzebane czyny, słowa, dość długo po fakcie się je wygrzebuje, a ludzie orientują się za długo po rzeczy, że zawinili.
A zatem oto przedstawiam wam siebie! Tę dziewczynę z marzeniami, niską samooceną, kompleksami, wadami, tonami nieistniejących czy też praktycznie nie równających się z światem problemów. Przedstawiam wam najwrażliwszą osobę jaką kiedykolwiek poznałam. Prawda jest taka, że sama do końca siebie nie znam. To zaskakujące, bo nie potrafię powiedzieć co bym zrobiła, w danej sytuacji. Np. jeżeli JK chciał się rzucić w przepaść.. Nie wiem czy bym go zatrzymała, czy pozwoliła mu skoczyć, a potem zrobiłabym to samo, czy może jeszcze bym go popchnęła? Nie mam pojęcia, pewnie jestem przewidywalna dla wielu innych ludzi, ale dla siebie samej jestem kompletną zagadką. A co do zagadek to chyba nie jestem dobra w ich rozwiązywaniu. Tak stwierdzam po tym co się ze mną dzieje, bo to na prawdę zabawne.
A to wszystko poprowadziło mnie do niezwykłych nieprzyjemności pt. "hate you so much". Kolejna zabawna sprawa, mianowicie: Ludzie którym zawdzięczałam na prawdę dużo się ode mnie odwrócili w najmniej oczekiwanym momencie, to się nazywa 'mieć wyczucie czasu', poważnie. Ale większość twierdzi, że to moja wina, w co oczywiście absolutnie wierzę i się zgadzam, bo moje argumenty zostałyby obalone tysiącami innych. Błagam! Ja jedna, sama, samiutka na 4 osoby? Really? POWAŻNIE?! Gdzie tu się podział button "FAIR PLAY", coś chyba mi znowu umknęło, jestem wspaniała, tylko gratulować.
Zastanawiam się, kiedy w końcu zacznę żyć życiem, bo w ogóle z tego nie korzystam. Brnę tylko w jednym kierunku, olewam wszystko po kolei, skupiam się na marzeniach, na doskonaleniu siebie, tego co mi potrzebne, by to urzeczywistnić. Ale może czas skupić się na wszystkim w około? Za dużo ludzi "zraniłam" bardziej przy tym cierpiąc niż oni, za dużo sobie odpuściłam, za dużo przeoczyłam, jeszcze wyjdę na sprzątacza ulic. W sumie do czego taki ktoś jak ja może się nadawać?
Ale ide dalej, postaram się rozprostować, dążę do czegoś tam, nie mogę już siedzieć bezczynnie, marzenia marzeniami, ale te najmniej potrzebne a jednocześnie najmniej realne zostawiam chyba za sobą, na później, najpierw muszę załatwić wszystko inne.
Dobranoc. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz